piątek, 14 maja 2010

WHERE AMAZING HISTORY HAPPENS!

Tym oto sposobem zostałem wywołany do tablicy. W odróżnieniu od tego drugiego co ze mną bloguje, moje oczy przybrały przed paroma tygodniami kształt pomarańczowych piłek do kosza, a mój puls zgrał się z rytmem ich odbijania od na kilku parkietach za oceanem. NBA żyje obecnie playoffami. Co więcej, amazing happens!
Ale zanim zacznę udowadniać cóż takiego niesamowitego dzieje się w NBA tegorocznej wiosny, pozwolę sobie nie zgodzić się z podziałem dokonanym przez kolegę. "Where Amazing Happens" i "History Will Be Made" to tak naprawdę dwa końce tego samego kija. No bo, obiektywnie ujmując problem, historia jest ustanawiana, gdy dzieje się coś niesamowitego; i odwrotnie, gdy dzieje się coś niezwykłego, wówczas mówimy o historycznym wydarzeniu. I tak naprawdę, to nowy slogan ligi NHL ukazuje jej kompleks wobec swej siostrzyczki NBA. Wprawdzie możemy się sprzeczać czy oba slogany znaczą mniej czy więcej to samo – w mojej opinii jednakże znaczą – i tym samym NHL dopuściła się plagiatu. Slogan NBA powstał w 2007 roku i z miejsca stał się świetnym następcą innego - nomen omen znakomitego – hasła promującego NBA w latach dziewięćdziesiątych: I Love This Game. Z kolei NHL wystartowało ze swoją 'tworzącą historię' kampanią dopiero przed tegorocznymi playoffami. Kończąc ten temat pragnę zwrócić uwagę na jeden pozornie nieistotny szczegół językowy: w NBA rzeczy niesamowite dzieją się już teraz, w NHL historia ma dopiero zostać ustanowiona.

Ale miało być o czymś innym. „Co NBA ma mnie, jako laikowi, do zaoferowania”?

„Bardzo dużo” - to pierwsza i automatyczna odpowiedź fana tejże ligi na tak postawione pytanie. Zastanówmy się jednak, co kryje się za owym „dużo”.
Tegoroczne playoffy NBA obfitują w niespodzianki, nieoczekiwane triumfy i jeszcze mniej przewidywane klęski, narodziny nowych bohaterów, odrodzenie i upadek starych gwiazd. Są też momenty hokejowe. Ale by nie być gołosłownym, oto zaledwie garstka najciekawszych wydarzeń:

  • występ Rajona Rondo w meczu nr 4 półfinałów konferencji wschodniej między Boston Celtics i Cleveland Cavaliers, w którym przyćmił samego Króla i współczesnego specjalistę od triple-doubles, LeBrona Jamesa statystykami na poziomie 29 punktów, 18 zbiórek i 13 asyst (tylko dwóch zawodników w historii zakończyło mecz playoff z minimum takimi wynikami: Wilt Chamberlain i Oscar Robertson – legendy NBA z przełomu lat 60-tych i 70-tych, członkowie NBA Hall of Fame!); średnie Rondo w całych playoffach 17,9 pkt, 11,4 as., 7,1 zb. i 1.9 przechwytów stawiają go w jednym szeregu z legendarnym Magic Johnsonem – prawdopodobnie najlepszym rozgrywającym w historii ligi.

  • niewidzialny mecz numer 5 w wykonaniu dwukrotnego MVP ligi, LeBrona Jamesa. Król przeszedł obok najważniejszego meczu w tego sezonu i pozwolił, aby staruszkowie z Bostonu roznieśli jego drużynę na ich własnym parkiecie 120:88; odzierając ich tym samym z wszelkich nadziei na wygranie tej serii, czy chociażby doprowadzenie do remisu 3:3.

  • Spike Lee, najwierniejszy obok Jacka Nicholsona kibic w lidze, ikona fanów New York Knicks kibicujący znienawidzonym Celtics! Sam zainteresowany usprawiedliwia się, że to tylko na czas jednej serii playoff i z wyższych pobudek – Spike liczy, że klęska Cavs w starciu z Bostonem rzuci Lebrona w ramiona Knicks.

  • niesamowity marsz Orlando Magic przez pierwsze dwie rundy; absolutna anihilacja kreowanych na czwartą potęgę wschodu Atlanta Hawks w półfinałach konferencji – 4 demoralizująco łatwe zwycięstwa łączną sumą 101 punktów (rekord playoff); odrodzenie Vince'a Cartera; upadek, kreowanego na jedną z największych gwiazd tegorocznego sezonu transferowego obok LeBrona Jamesa i Dwayna Wade'a, Joe Johnsona, którego drastycznie słabe występy w playoffach prawdopodobnie będą go kosztowały kilka milionów dolarów w nowym kontrakcie.

  • odrodzenie Lakersów i pierwszy w historii sweep Utah Jazz (w roli tych zmiecionych z parkietu).

  • półfinały konferencji zachodniej pomiędzy Phoenix Suns i San Antonio Spurs – dwoma odwiecznymi rywalami. Niesamowite przełamanie serii Suns, którzy nigdy w trakcie trwania ery Tima Duncana w Spurs (od 1997 roku) nie pokonali ich w playoffach (za wyjątkiem 2000 roku, kiedy Duncan był kontuzjowany i w plaoffach w ogóle nie zagrał); bohaterski mecz Gorana Dragica, którego znakomity występ dał Suns zwycięstwo w meczu nr 3, umożliwiając pierwszemu rozgrywającemu Suns, dwukrotnemu MVP ligi spokojne obserwowanie wydarzeń na parkiecie podczas czwartej kwarty z ławki rezerwowych; i wreszcie...jeden z hokejowych akcentów... niesamowity występ tego ostatniego (najlepszego Kanadyjczyka w historii ligi) w meczu numer cztery, w którym po zderzeniu z łokciem Duncana i założeniu sześciu szwów na prawym łuku brwiowym, grał praktycznie z jednym okiem (a wszyscy rozpaczają nad łokciem LeBrona), prowadząc Suns do historycznego zwycięstwa ze Spurs.

To tylko garść spośród wszystkich niesamowitych rzeczy, które JUŻ TERAZ, mają miejsce w NBA Playoffs anno Domini 2010. A jeszcze więcej przed nami!

A czym jest w stanie uraczyć laika NHL? I jak długo trzeba czekać, aż historia się wydarzy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz