czwartek, 3 czerwca 2010

Historia lubi się powtarzać

Ot zwyczajne powiedzenie, które urosło do rangi prawdy ludowej. A urosło, bo jest prawdziwe. Tegoroczne playoffy NBA dołożyły następnych kilka cegiełek do tworzącego się nieskończenie piedestału tegoż stwierdzenia i to po obu stronach Ameryki.

Na Zachodzie:
  • Lakersi po raz kolejny byli numerem jeden... i po raz kolejny będą reprezentować Zachód w Finale NBA (już trzeci raz z rzędu) - o tym z jakim skutkiem, będzie można przekonać się już dziś w nocy;
  • ponownie Utah okazało się najłatwiejszym przeciwnikiem do Finału: w 2009 było 4-1, tym razem 4-0 (Jazzmani zostali wysweepowani po raz pierwszy w historii!)
    [w ogóle z roku na rok Lakersom gra się z nimi coraz łatwiej: w 2008 było 4-2];
  • znowu najwięcej problemów przysporzyła im drużyna bez zawodnika potrafiącego sprostać dwugłowemu potworowi z LA w postaci Bynuma i Gasola, spisywana na straty która jednakże swym olbrzymim sercem do gry oraz napędem w postaci superszybkiego rozgrywającego młodego pokolenia potrafiła nawiązać równą walkę: 2009 Houston Rockets z Aaronem Brooksem, 2010 Oklahoma City Thunder z Russellem Westbrookiem (te "brooki" mają coś w sobie :) );
  • Finał Konferencji Zachodniej wykreował nowego bohatera złota i purpury, którego nazwisko tak, jak przed rokiem, zaczyna się na literkę "A". Oboje pełnili raczej przyboczne funkcję obok Batmana i Robina w osobach Kobego i Pau Gasola. Oboje wydatnie przysłużyli się do zwycięstw w dwóch meczach Finału Konferencji i tym samym awansu do Finału NBA: 2009 Ariza - mecz 1 i 3, 2010 Artest - mecz 5 i 6. Żeby było śmieszniej obaj panowie w zeszłe wakacje zamienili się klubami, i od tego czasu są nieustannie ze sobą porównywani - Artest wyklucza wszelkie zestawienia tego typu stwierdzeniem, iż Ariza ma mistrzowski pierścień, którego on nie posiada - RonRon najwyższy czas nadrobić zaległości!
A na Wschodzie:
  • Kolejny raz drużyna, która w trakcie sezonu odnotowała poważne wzmocnienia, która od początku była zdecydowanym faworytem do reprezentowania Wschodu w Finale NBA - Cleveland Cavaliers z wybranym drugi rok z rzędu MVP ligi LeBronem Jamesem - przedwcześnie pożegnała się z posezonowymi rozgrywkami pozostawiając swoje miasto w trwodze o o decyzję swojego najlepszego zawodnika i swoje dalsze losy;
  • raz jeszcze zostało nam udowodnione, że błyskawiczne i bezbłędne przejście przez dwie pierwsze rundy playoffs połączone z miażdżeniem swoich oponentów astronomiczną liczbą punktów (w szczególności uznawanych przez wielu za czwartą potęgę Wschodu - Atlantę Hawks) nie gwarantuje jeszcze gry w Finale NBA: 2009 Cavs, 2010 Magic;
  • Atlanta Hawks po raz kolejny potrzebowała siedmiu meczów, aby zakwalifikować się do półfinałów konferencji, w których nie potrafili wygrać ani razu (to już trzeci raz z rzędu kiedy Jastrzębie rozegrały siedem gier w pierwszej rundzie, z tą różnicą, że w 2008 zostali wyeliminowani przez Boston Celtics - późniejszych mistrzów NBA);
Poza tym tak, jak przed rokiem Lakersi mają przewagę własnego parkietu i tak, jak wówczas na swojej drodze do Finału rozegrali jeden mecz mniej niż ich przeciwnicy. A od siebie mogę tylko dodać, że mam nadzieję, iż tak, jak rok temu Miasto Aniołów będzie miało powód do świętowania!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz